środa, 23 lipca 2014

Rozdział IV cz.I: „Jakiego, do cholery, sługi?!!”


(Caius – 1569r. p.n.e.)
Dziewczyna znalazła się przy mnie z prędkością światła, a mimo tego bez trudu dostrzegłam każdy jej ruch. Katrinete stanęła na palcach, oplotła ramiona wokół mojej szyi i... pocałowała mnie?! Starała się rozchylić moje usta jęcząc przy tym, w tej chwili nerwy mi eksplodowały, odepchnąłem ją z całej siły, ta zaś poleciała na drzewo które złamało się pod jej ciężarem.
Byłem zaskoczony! Skąd we mnie tyle siły? Pomijając już agresje, bo taki charakter miałem od zawsze.
Nie czekając, aż się podniesie ruszyłem dzikim pędem  w przeciwną stronę. Po drodze napotkałem wysoką skałę, chciałem się po niej wspiąć, w tym celu skoczyłem Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy, zamiast wylądować na pionowej ścianie, po prostu nad nią przeleciałem! W głowie kłębiło mi się wiele myśli, lecz najgłośniej krzyczały pytania:
Kim  jestem?!
C z y m  jestem?!
A może ona nie była wariatką?
Nie miałem pojęcia, ale przysiągłem sobie, że się dowiem!


***

(Athenodora – 1539r. p.n.e.)
Mojego zdziwienia nie dało się opisać słowami, gdy ujrzałam... wielkiego psa poruszającego się jak małpa?!!! Jego brązowe futro zalśniło w nielicznych promieniach słońca, niknących w szczelinach pomiędzy koronami drzew. Gdym mogła się poruszyć pewnie starałabym się wpełznąć w jakieś krzaki, aby to mnie nie zobaczyło. Jednak było już za późno; moje próby poruszenia się wywołały jedynie pogardliwy uśmiech na twarzy stworzenia, uśmiech, który wydał mi się tak do złudzenia ludzki.
Tępy ból znów mną zawładnął, dopiero teraz poczułam metaliczny zapach i ciepłą, szkarłatną strużkę spływającą po moim czole na leśne runo, tworząc powoli znacznych rozmiarów kałużę. Zignorowałam dolegliwość, by ponownie skupić się na przerośniętym kundlu. Przybliżał się, osobliwym, kaczkowatym chodem, z jego ruchów wywnioskowałam, że jest lewo-nożny, lecz jednocześnie – co ciekawe – prawo-ręczny. Po szybkiej analizie dostrzegłam także, iż jego dolna szczęka jest złamana w dwóch miejscach, a jego prawa noga chwieje się minimalnie przy każdym kroku (dowód tego, że też nie była w pełni sprawna).
To był jego najsłabszy punkt, moja jedyna nadzieja. Zaryzykowałam i postawiłam wszystko na jedną kartę, kolejne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, choć ja i tak dostrzegłam każde z osobna;
zebrałam w sobie całą siłę jaka mi została,
podniosłam się na ręce,
kopnęłam kudłacza w piszczel,
mutant wydał z siebie żałosny skowyt padając na plecy.
Komuś normalnemu od takiego upadku połamałby się kręgosłup, ale nie! Temu czemuś się nawet jeden krąg nie raczył przestawić! A czemu? Ponieważ wszystkie bóstwa świata się na mnie uwzięły i postawiły sobie za punkt honoru uśmiercić mnie jeszcze przed zachodem słońca, do którego zostało mniej, więcej półtorej godziny! No cholera! Ale dobra, spokojnie – czas ogarnąć.
Potwór zaczął się podnosić warcząc wściekle, wkurzyłam go i dobrze – co prawda nie wiem jeszcze jak, ale to na pewno wpłynie korzystnie (dla mnie) na resztę starcia. Zresztą co ja mówię! Jakiego starcia?! Ja tu leżę i krwawię, a on sobie stoi nade mną z zaledwie odnowioną kontuzją nogi! Nagle ogarnęła mnie chęć wygarnięcia mu co o tym wszystkim myślę.
 - Taki mocny jesteś, że aż atakujesz zdecydowanie słabszych od siebie, bezbronnych! Przecież to takie trudne i szlachetne – zabić rannego! Oczywiście, bo na... – plotłam co mi ślina na język przyniosła, ale oczywiście Zeus nie byłby sobą gdyby mi nie przeszkodził w dokończeniu monologu:
 - Och, zamilcz kobieto, albo chociaż nie przesadzaj! Może i jesteś ranna, ale nie zaraz taka „bezbronna”! – wyjęczał. Byłam w szoku jego stwierdzeniem, a jeszcze bardziej tym, że brzmiał tak samo jak mój poprzedni przeciwnik.
Wtem, zza jednego z drzew wyszedł jakiś mężczyzna, był wysoki [(ok. m.80) – oczywiście zdaję sobie sprawę, że w tamtych czasach ludzie byli znacznie niżsi niż teraz, ale nie wdajmy się w takie szczegóły. ;P przyp. Krulica] miał bardzo wyraźny zarys mięśni, a zwłaszcza bicepsy, bladą skórę bez skazy, symetryczne rysy twarzy, dość małe oczy w kształcie migdałów oraz długie, ciemno-brązowe włosy za łopatki, czyli nie dla mnie – ja wolę raczej takich średnio umięśnionych, z bliznami i dużymi oczami, taki wojownik, a nie młody bożek.
Athena, no co ty! Tobie grozi śmierć, a zajmujesz się oglądaniem jakiegoś  faceta?! Wstyd, wstyd, wstyd!! – zbeształam się w myślach i szybko przeniosłam wzrok na wybryk natury. On jednak stał w bezruchu, jakby czekając na polecenie...
- Przyznaję szczerze, że mi zaimponowałaś. Każda taka laleczka jak ty już dawno by zemdlała, albo zaczęła jęczeć i wzywać pomocy. A ty, nie dość, że walczysz, to jeszcze wyrzucasz mojemu słudze co ci się nie podoba. Lalka, to...
- Wypraszam sobie! Żadna „lalka” – Mam swoją godność! I jakiego, do cholery, sługi?!! – Wrzasnęłam, zorientowawszy się, iż to właśnie do mnie mówi mężczyzna.

***

Hejka gołąbeczki!
Powracam po długiej przerwie. wiecie, Pani Wena Poleciała sb do Rzymu i zahaczyła o Volterrę.
Wierzcie mi, lub nie ale nawet zrobiła sobie "sweet focie" z Athenką ande Caiuskiem!
Teraz na szczęście już wróciła i pragnie Was pozdrowić, a w szczególności Justynie Nowak, która ją zainspirowała!
No to buziaki i do napisania!

:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*Krulica