Rozdział IV cz.I: „Jakiego, do
cholery, sługi?!!”
(Caius – 1569r. p.n.e.)
Dziewczyna znalazła się przy mnie z prędkością światła, a
mimo tego bez trudu dostrzegłam każdy jej ruch. Katrinete stanęła na palcach,
oplotła ramiona wokół mojej szyi i... pocałowała mnie?! Starała się rozchylić
moje usta jęcząc przy tym, w tej chwili nerwy mi eksplodowały, odepchnąłem ją z
całej siły, ta zaś poleciała na drzewo które złamało się pod jej ciężarem.
Byłem zaskoczony! Skąd we mnie tyle siły? Pomijając już
agresje, bo taki charakter miałem od zawsze.
Nie czekając, aż się podniesie ruszyłem dzikim pędem w przeciwną stronę. Po drodze napotkałem
wysoką skałę, chciałem się po niej wspiąć, w tym celu skoczyłem Jakże wielkie
było moje zdziwienie gdy, zamiast wylądować na pionowej ścianie, po prostu nad
nią przeleciałem! W głowie kłębiło mi się wiele myśli, lecz najgłośniej
krzyczały pytania:
Kim jestem?!
C z y m jestem?!
A może ona nie była wariatką?
Nie miałem pojęcia, ale przysiągłem sobie, że się dowiem!
***
(Athenodora –
1539r. p.n.e.)
Mojego zdziwienia nie dało się opisać słowami, gdy
ujrzałam... wielkiego psa poruszającego się jak małpa?!!! Jego brązowe futro
zalśniło w nielicznych promieniach słońca, niknących w szczelinach pomiędzy
koronami drzew. Gdym mogła się poruszyć pewnie starałabym się wpełznąć w jakieś
krzaki, aby to mnie nie zobaczyło. Jednak było już za późno; moje próby
poruszenia się wywołały jedynie pogardliwy uśmiech na twarzy stworzenia,
uśmiech, który wydał mi się tak do złudzenia ludzki.
Tępy ból znów mną zawładnął, dopiero teraz poczułam
metaliczny zapach i ciepłą, szkarłatną strużkę spływającą po moim czole na
leśne runo, tworząc powoli znacznych rozmiarów kałużę. Zignorowałam
dolegliwość, by ponownie skupić się na przerośniętym kundlu. Przybliżał się,
osobliwym, kaczkowatym chodem, z jego ruchów wywnioskowałam, że jest
lewo-nożny, lecz jednocześnie – co ciekawe – prawo-ręczny. Po szybkiej analizie
dostrzegłam także, iż jego dolna szczęka jest złamana w dwóch miejscach, a jego
prawa noga chwieje się minimalnie przy każdym kroku (dowód tego, że też nie
była w pełni sprawna).
To był jego najsłabszy punkt, moja jedyna nadzieja.
Zaryzykowałam i postawiłam wszystko na jedną kartę, kolejne wydarzenia
potoczyły się bardzo szybko, choć ja i tak dostrzegłam każde z osobna;
zebrałam w sobie całą siłę jaka mi została,
podniosłam się na ręce,
kopnęłam kudłacza w piszczel,
mutant wydał z siebie żałosny skowyt padając na plecy.
Komuś normalnemu od takiego upadku połamałby się kręgosłup,
ale nie! Temu czemuś się nawet jeden krąg nie raczył przestawić! A czemu?
Ponieważ wszystkie bóstwa świata się na mnie uwzięły i postawiły sobie za punkt
honoru uśmiercić mnie jeszcze przed zachodem słońca, do którego zostało mniej,
więcej półtorej godziny! No cholera! Ale dobra, spokojnie – czas ogarnąć.
Potwór zaczął się podnosić warcząc wściekle, wkurzyłam go i
dobrze – co prawda nie wiem jeszcze jak, ale to na pewno wpłynie korzystnie
(dla mnie) na resztę starcia. Zresztą co ja mówię! Jakiego starcia?! Ja tu leżę
i krwawię, a on sobie stoi nade mną z zaledwie odnowioną kontuzją nogi! Nagle
ogarnęła mnie chęć wygarnięcia mu co o tym wszystkim myślę.
- Taki mocny jesteś,
że aż atakujesz zdecydowanie słabszych od siebie, bezbronnych! Przecież to
takie trudne i szlachetne – zabić rannego! Oczywiście, bo na... – plotłam co mi
ślina na język przyniosła, ale oczywiście Zeus nie byłby sobą gdyby mi nie
przeszkodził w dokończeniu monologu:
- Och, zamilcz
kobieto, albo chociaż nie przesadzaj! Może i jesteś ranna, ale nie zaraz taka „bezbronna”!
– wyjęczał. Byłam w szoku jego stwierdzeniem, a jeszcze bardziej tym, że
brzmiał tak samo jak mój poprzedni przeciwnik.
Wtem, zza jednego z drzew wyszedł jakiś mężczyzna, był
wysoki [(ok. m.80) – oczywiście zdaję sobie sprawę, że w tamtych czasach ludzie
byli znacznie niżsi niż teraz, ale nie wdajmy się w takie szczegóły. ;P przyp.
Krulica] miał bardzo wyraźny zarys mięśni, a zwłaszcza bicepsy, bladą skórę bez
skazy, symetryczne rysy twarzy, dość małe oczy w kształcie migdałów oraz
długie, ciemno-brązowe włosy za łopatki, czyli nie dla mnie – ja wolę raczej
takich średnio umięśnionych, z bliznami i dużymi oczami, taki wojownik, a nie
młody bożek.
Athena, no co ty! Tobie grozi śmierć, a zajmujesz się
oglądaniem jakiegoś faceta?! Wstyd,
wstyd, wstyd!! – zbeształam się w myślach i szybko przeniosłam wzrok na
wybryk natury. On jednak stał w bezruchu, jakby czekając na polecenie...
- Przyznaję szczerze, że mi zaimponowałaś. Każda taka
laleczka jak ty już dawno by zemdlała, albo zaczęła jęczeć i wzywać pomocy. A
ty, nie dość, że walczysz, to jeszcze wyrzucasz mojemu słudze co ci się nie
podoba. Lalka, to...
- Wypraszam sobie! Żadna „lalka” – Mam swoją godność! I jakiego, do
cholery, sługi?!! – Wrzasnęłam, zorientowawszy się, iż to właśnie do mnie
mówi mężczyzna.
***
Hejka gołąbeczki!
Powracam po długiej przerwie. wiecie, Pani Wena Poleciała sb do Rzymu i zahaczyła o Volterrę.
Wierzcie mi, lub nie ale nawet zrobiła sobie "sweet focie" z Athenką ande Caiuskiem!
Teraz na szczęście już wróciła i pragnie Was pozdrowić, a w szczególności Justynie Nowak, która ją zainspirowała!
No to buziaki i do napisania!
:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*Krulica