niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział I


Rozdział I: „Wynik diabelskiego działania”

(Athenodora – 1539r. p.n.e.)
Była czwarta nad ranem, słońce powoli szykowało się do w zejścia. Zerwałam się z łoża, szybko wykonałam poranną toaletę i cicho, jak mysz, zbiegłam do stajni pod zamkiem. Gdy byłam już przy wejściu zagwizdałam przeciągle, a echo jeszcze minutę odbijała się po ścianach ogromnego budynku. Usłyszałam uderzenia kopyt o kamienną posadzkę, słuch mnie nie zawiódł, już kilka sekund później ujrzałam na horyzoncie (to naprawdę DUŻA stajnia) mojego kochanego wierzchowca, Artaks’a* był on jedynym ”mężczyzną” któremu ufałam  bezgranicznie. Wyhamował z galopu zaledwie metr przede mną kiwając przy tym głową i rżąc radośnie, nie tracąc czasu wskoczyłam mu na grzbiet, mocno owinęłam nogi w około jego masywnego brzucha co, w brew pozorom nie było łatwe, – Artaks był Shire’m czystej krwi** - wplotłam palce w jego kruczo-czarną grzywę i docisnęłam mu łydkę porozumiewawczo, z miejsca zagalopował. Gnaliśmy razem w stronę pobliskiej puszczy.
Zapach drzew,
Wiatr we włosach,
Śpiew ptaków,
Artaks, ja i dziki pęd...
Przestałam myśleć i oddałam się przyjemności porannej przejażdżki...

Trzy godziny później:


Weszłam na zamek i zaczęłam zmierzać ku jadalni... Ale chwila... Przecież ja zapomniałam się przedstawić...  WRÓĆ!!!!!
Była czwarta nad ranem, słońce powoli szykowało się do w zejścia. Zerwałam się z łoża, szybko wykonałam poranną toaletę i cicho, jak mysz, zbiegłam do stajni pod zamkiem. Owszem, zamkiem, bo widzicie, ja mam to cholerne*** szczęście być córką ateńskiego konsula... Nazywam się Athenodora, cudowne imię, wiem, lecz wierzcie mi lub nie, mogło być  gorzej. Jestem jedynaczką i starą panną – za tydzień kończę dwadzieścia jeden  lat, a jeszcze nie mam męża. – Jak się z tym czuje, spytacie? Doskonale. Mój ojciec, tak samo jak cała reszta płci głupszej... em-hem, to znaczy męskiej  twierdzi, że kobieta to tylko taka gówno warta zabaweczka, która nie powinna mieć prawa do niczego z wyjątkiem wiecznego przytakiwania swojemu ”ukochanemu”. Ja osobiście spławiłam kilkunastu amantów,  – uśmiechnęłam się do tych wspomnień –  po pięciu latach przestali próbować, a może to ja zrobiłam się stara... nieee, po prostu ich zniechęciłam. No więc tak sobie żyje co jakiś czas wysyłając do ratusza listy z protestem w kontekście ”Kobieta to też godny obywatel”, ”Kobieta też ma prawo głosu”, oczywiście nie podpisuje się pod nimi imieniem, niektórzy już szepczą, (oczywiście płeć przeciwna) że jestem dziwna. Gdyby wiedzieli iż umiem tyle samo co oni - tj. czytać, pisać, liczyć, walczyć wręcz, strzelać z łuku i... przez swą skromność nie będę wymieniać dalej - ucierpiało by ich biedne ego, a mężczyźni zawsze robią wszystko by się wywyższyć. Zapewne spaliliby mnie na stosie, z własnej bezsilności - oczywiście.
No, dotarłam wreszcie na miejsce: gdy byłam już przy wejściu zagwizdałam przeciągle, a echo jeszcze minutę odbijała się po ścianach ogromnego budynku. Usłyszałam uderzenia kopyt o kamienną posadzkę, słuch mnie nie zawiódł, już kilka sekund później ujrzałam na horyzoncie... ale, w sumie to już czytaliście.
Tak więc, weszłam na zamek i zaczęłam zmierzać ku jadalni, nie jadłam nic od czasu wczorajszego obiadu, nic dziwnego że byłam trochę głodna. Służąca imieniem Destaphantate (mówiłam, że moje imię naprawdę nie jest aż tak złe) otworzyła podwójne drewniane drzwi i pokłoniła mi się nisko – w odpowiedzi skinęłam głową.  Przekroczyłam próg wrót i moim oczom ukazał się  ohydny obrazek : po drugiej stronie długiego, dębowego stołu mój trzydziesto dwu letni ojciec migdalił się z moją, teraz akurat pół nagą, dziewiętnastoletnią macochą, (tak. Mam dwa lata młodszą macochę – Ble!!) której szczerze nienawidziłam. W tej chwili nie marzyłam o niczym innym poza umyciem oczu i wyrzuceniem widoku jej cycków z głowy. Pomimo, że cierpliwie czekałam dobrą minutę, - która zdawała się być wiecznością – nie raczyli przestać, zdawali się w ogóle nie zauważyć, iż weszłam do pomieszczenia. Chyba czas ich uświadomić – pomyślałam, a złośliwy uśmieszek sam wkradł mi się na usta.
-         Em-hem! –  odkrząknęłam – Czy ja wam czasem w czymś nie przeszkadzam?! – spytałam retorycznie. Ojciec  natychmiast zrzucił tę wywłokę z kolan jakby go parzyła, ta zaś wstając z podłogi z koszulą przytuloną do piersi posłała mi mordercze spojrzenie – odwzajemniłam je.
-         Chciałaś coś córeczko? – powiedział mój rodziciel.
-         Miałam ochotę coś zjeść, ale jakoś straciłam apetyt. – powiedziałam wymownie z dozą oburzenia i obrzydzenia.
-         Yyy. To nie to na... na co wyglądało, naprawdę. My ten... no... po prostu ustalaliśmy listę tych... gości... cieszyliśmy się i... tak jakoś... uczcić to... tak wyszło...
-         W istocie. – przerwałam mu, nie chcąc dłużej słuchać jego żałosnych wyjaśnień – A teraz wybacz, udam się do siebie.
Wyszłam na korytarz i skierowałam swe kroki w stronę mojej komnaty. Ach, bal urodzinowy... już prawie wyparłam go z pamięci, ale nie, musiał mi o nim oczywiście przypomnieć.  Szykowne stroje wpijające się wszędzie  +  sztywna atmosfera i sztuczne, wymuszone uśmiechy  =  t o t a l n a  m a s a k r a. Oczywiście, należy to jeszcze pomnożyć stokrotnie przez fakt, że to ja będę obiektem zainteresowania, czyli wynikiem będzie...
A, szkoda gadać ! ! !
 
***

Rozdział ten dedykuje autorce pierwszego komentarza na tym blogu,
Salvia Den Insania!
_________________________________________________________________________________
Muzyka =The Pretty Reckless - Where did  Jezus go?
*Przyznaje bez bicia, że to imię zerżnęłam z „Never-ending story”
** Zdjęcie Artaksa w "linki i dodatki ♥"
*** Sorry za brzydkie słówka, ale Athena... cóż to Athena (:-P) – jest wulgarna. ;]

8 komentarzy:

  1. Pierwszy rozdział - cudko, bardzo mi się spodobał!
    kocham Twoją Athenodorę, ojojoj trudny ma ona charakterek B-)
    Muszę się poskarżyć, że dość mocno zniesmaczyłaś mnie tą macochą. Brrr!
    mimo to wytrwale czekam na next :{
    Ps: JASNE, ŻE PRZYJMUJĘ PROPOZYCJĘ! PISANIE NA TYM BLOGU, S U P E R !!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thx, szczerze pisząc/mówiąc to bałam się, że nie przyjmiesz zaproszenia.

      :-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*Krulica

      Usuń
    2. O! Fajnie! Jesteś!
      A ja właśnie miałam do ciebie napisać e-maila!
      Mam parę pytań:
      Mam pisać rozdział II, czy sama to zrobisz?
      jeśli ja - Co mam napisać?! To samo z perspektywy Caiusa,
      (chyba tak się to pisze) a może znowu Athenodory?...

      Usuń
  2. Odpowiedzi właśnie Ci wysłałam...
    :-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*:-*Krulica

    OdpowiedzUsuń
  3. OK... błędy się jakoś strasznie w oczy nie rzucają, ale i tak nie jest najlepiej. Przemyślenia dziewczyny nie byłyby takie nie na miejscu gdyby nie rok: 1539 p.n.e. Czytając tekst mam wrażenie, że akcja dzieje się gdzieś a całkowicie alternatywnej rzeczywistości w ok. 1430r. n.e.
    Oczywiście mogło jej nie pasować wiele rzeczy, mogła być zadziorna, ale jednak... i tak wyglądałoby to inaczej. "szesnastoletnią macochą, (tak. Mam dwa lata młodszą macochę)" - jeśli ona ma 21 lat, a tamta 16 to macocha jest od niej młodsza o prawie 5 lat! Takie odejmowanie to już w pierwszej klasie podstawówki dzieci potrafią obliczyć!
    Ogólnie jest... eee... nie najlepiej. Może spróbuj patrzeć na to co czytasz. A google nie gryzie i kilka podstawowych rzeczy (jak np. jak wyglądało wszystko w tamtym roku) można sprawdzić.
    Stellio Mortem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, ta, ta, dopracuję.
      Sorry, taka jest moja Athenodora, jak jej charakter Ci nie pasuje to nie czytaj, nikt Cię do tego nie zmusza.
      A co do tego błędu to w pierwszej wersji Athena miała mieć osiemnaście lat, ale potem zmieniłam i o tym zapomniałam...
      Z resztą, nie muszę opowiadać, bo tłumaczy się tylko winny.

      Usuń

Jeśli czytasz to komentuj, jeśli nie umiesz to napisz chociaż czy Ci się podobało. Klawiatura nie gryzie!